Józefa Klijewska

* 1930

  • "Kiedyś był inny duch. Po wojnie nikt nie patrzył, żeby dużo zarobić, żeby coś wykombinować, tylko naprawdę – tak szczerze, niech pani mi wierzy, jak jestem stara – że potrafili za jakiś talerz zupy i za garnuszek jakiś herbaty czy czegoś pracować cały dzień. Kromka chleba, bo się mówiło, że trzeba Polskę odbudować. Przecież Warszawa była całkiem…Niektóre miasta były też zburzone. Ale Warszawa najwięcej. Tutaj były wszędzie ściągane te pieniądze na Warszawę. Mąż jak pracował, to zawsze jeszcze ściągali na różne takie sprawy, odbudowanie Polski."

  • "Ja byłam bardzo zawiedziona, jak myśmy przyjechali. Ojciec, jak przyjechał, nic nam nie mówił, jak tu oglądał, nic kompletnie. Że to jest bardzo małe miasteczko, że to tylko jedna główna ulica. Ale za chlebem jechało się, co było zrobić. Nie było innej rady. Trzeba było jechać, tam gdzie nas posłali. Tylko właśnie o to chodzi, że nie zapewnili nam, tak jak było mówione, jak żeśmy jechali stamtąd, ze Wschodu, że tu już na nas czeka mieszkanie takie, jakie zostawiliśmy tam. A okazało się w praktyce, że nie."

  • "Przyjechaliśmy do Krzyża, okazało się, że ten dom – jak przyjechaliśmy, ojciec mówi: „Chodź, zobaczymy ten dom, ja ci pokażę, jaki jest”. Boże, jak zobaczył – to już była ruina! Okna, drzwi, wszystko już było wyszabrowane. Nie było nic. A on sam jeden co by robił w takim dużym domu? W końcu zrezygnował, poszedł do prezydium i mówi, że nie, on rezygnuje z tego, bo nie da rady. „To niech sobie pan szuka inny”. To poszukał sobie, bo taki znajomy wyszedł po nas na stację, też był z Czortkowa, tu było dużo ludzi [z Czortkowa] w Krzyżu; i przyszedł i mówi „Chodź, koło nas jest pokój z kuchnią, ale chodź, na razie będziesz miał, a później coś się poszuka”. Miałam koleżankę taką, jak już tu chodziłam do szkoły, ona też chodziła, to z Częstochowy oni przyjechali. I oni właśnie mieszkali tu pod szesnastką, Sobieskiego 16, gdzie moja siostra teraz mieszka. I mówi, że chcieliby wrócić do Częstochowy, bo tutaj im się nie podoba. I myśmy musieli oczywiście odstępne dać. Ojciec miał papiery stamtąd, ze Wschodu, że mamy prawo dostać mieszkanie. Ale większe oczywiście! Bo mieliśmy strasznie duży sad, ładne, duże mieszkanie, to znaczy dom… Ale dostaliśmy tylko właśnie tą połówkę. I tak żeśmy się męczyli przez kilka lat bo nie było tutaj możliwości, wszystko było pozajmowane!"

  • "Ten sam moment był strasznie ciężki. Wszyscyśmy płakali, i wszystko było tak… Dzieci nie wiedziały, czego płaczemy, to oni też płakali. To było straszne, bo przecież, czy pani to rozumie – cały dorobek życia, tak jakby się pani spaliła, a nawet to jest gorsze, bo to się nie spaliło, bo jak się spali, to nie ma. A to było tak, że wszystko musiałaś zostawić, na co ci tylko oczy popatrzyły, to wszystko musiałaś zostawić. To było naprawdę straszne. Właśnie to mnie bolało, jak myśmy przyjechali tam, do Polski, przecież to nasza też była Polska. Ale jak myśmy przyjechali tu już na Zachód… Tutaj też w poznańskiem, też nie za bardzo ludzie byli szczerzy. Nazywali nas „hadziaje”, Ukraińcy… I co pani mogła zrobić? Trudno. Nie rozumieją ludzie, co to jest."

  • "Pamiętam takie zdarzenie, że jak szłam z mamą do miasta, to jak tylko przyjechaliśmy, to tutaj, tu na Sienkiewicza, na tej ulicy, gdzie Brączkowscy mieszkają, a tu troszkę dalej, to Kalamanowa mieszkała, to pod jej domem jedna Niemka biedna stara leżała na pierzynie. To pamiętam jak dziś, pierzynę miała i leżała na tej pierzynie. Kto ją wyrzucił, i co to było…? Później zaraz ją wzięli, się zaraz zaopiekowali nią i wzięli. Bo tutaj były baraki gdzieś tam, ja nawet tamtędy nie chodziłam, na Daszyńskiego, to tam były baraki i tam trochę Niemców było. I jeszcze jedno. Jak myśmy mieszkali na Moniuszki, to była taka jedna Niemka u państwa… - taka przystojna Niemka, taka ładna dziewczyna, naprawdę – u państwa Żwawiaków. To ja nie wiem, czy to jakaś krewna, czy kto to był. Ale ona długo nie była i też wyjechała."

  • Full recordings
  • 1

    Krzyż , 21.08.2007

    (audio)
    duration: 03:19:42
Full recordings are available only for logged users.

Ja byłam bardzo zawiedziona, jak przyjechaliśmy Że to jest bardzo małe miasteczko, że to tylko jedna główna ulica

Józefa Klijewska
Józefa Klijewska
photo: Pamět národa - Archiv

Ur. 19 marca 1930 w Czortkowie. Jej ojciec miał dużą firmę stolarską, matka pochodziła z rodziny szlacheckiej. Przed wejściem wojsk sowieckich w 1939 roku Józefa Klijewska skończyła jedną klasę polskiej szkoły powszechnej, potem uczyła się w szkole okupacyjnej. W Czortkowie przeżyła wraz z rodziną okupację sowiecką i niemiecką. W kwietniu 1945 jej rodzina zdecydowała się na wyjazd do Polski, początkowo do Tarnowa, następnie, w sierpniu 1945, do Krzyża. Tam Józefa Klijewska skończyła wieczorową szkołę podstawową. Przez dwa lata pracowała w sklepie Samopomocy, następnie wyszła za mąż, zajmowała się dziećmi i domem. Mieszka w Krzyżu.