Marta Heczko

* 1931  

  • "Tu był kierownikiem (szkoły polskiej w Pruchnej) Wilczek, co tam je przedszkole teraz. No to ón mówi: Za tyn rok, tobych wos wszystko chcioł nauczyć. To pamiyntóm jak nom to mówił. No i ón uczył wszyskiygo, co mógł to wszytskiygo nauczył. Także jednak liczyć […] no tóż, za Niymców też my tam się uczyli, ale, ale to jednak polski język. Tóż język, język, ale to to pismo jednak, żeby to człowiek jednak […] Jo to jakosikej dość miałach rada i furt jakoś, jednak, jednak, tak, że […] pisać, piyszym i bezbłyndnie. No tóż, teraz to zaś to inne jest. Tych słów je nowych wiyncyj niż kiedyś było, jako za starych czasów."

  • "A w szkole polskiej to się już mówiyło, no było trzeba po […] Ale też się mówiyło, no jako tego, bo tuż, za tyn rok co się człowiek nauczył po polsku mówić. No, ale tego […] Tyn Wilczek był kierownikiem (szkoły), także, że, to był tutejszy człowiek, no i to też tak. No bo on mieszkoł, tam gdzie je to przedszkoli, tam była, jejich dóm był – co je to przedszkoli tu, w Pruchnej."

  • "Bo bombardowali już, bombardowali już, no. Sześć tygodni my byli w piwnicy. Na ziemniokach, wiym, że słome dali i tak my […] A wojska było wszyńdziy pełno! Ale wojsko było piyrsze w piwnicy niż my. Jak był jakiś 'anglik' jak to po niemiecku było kiejsi tyn [...], to, to oni byli pryndzyj. Wiym, że roz z wózkiem, bo tuż, ta miała, ta prawie miała rok i coś, ta najmłodsza (siostra) […] no to z wózkiym, nie wiym czy brat, czy coś, spuścił jóm po schodach, leciała. I wyleciała z tego wózka, no bo jako po schodach, tego […] Potym wszyscy, jak tego […] to się, to się tak wszystko pryndko działo, że każdy chcioł do tej piwnice. No, a tu była piwnica w ziymi, bo jako w starym budynku, niy? I to tak one sóm, były w ziymi. Takie metrowe mury były jeszcze, kiedysiykej, jak tu tyn dóm stoł."

  • Full recordings
  • 1

    Pruchna, Polska, 17.10.2016

    (audio)
    duration: 57:41
    media recorded in project Silesia: Memory of multiethnic Region
Full recordings are available only for logged users.

A życie było dość dobre. Nie idzie narzekać

Marta Heczko
Marta Heczko
photo: Ośrodek Pamięć i Przyszłość

Marta Heczko z domu Krypczyk przyszła na świat 24 listopada 1931 roku w Pruchnej, na Śląsku Cieszyńskim. Jej rodzice, katolicy pochodzący z Pruchnej, posiadali duże 27-hektarowe gospodarstwo rolne. Marta i jej pięcioro rodzeństwa od najmłodszych lat musiała pomagać w gospodarstwie. Przed wybuchem II wojny światowej, ukończyła pierwszą klasę polskiej szkoły podstawowej, a następnie w latach 1939-45 uczęszczała do szkoły niemieckiej. Ojciec pani Marty został wkrótce po wkroczeniu armii niemieckiej, powołany do Wehrmachtu. Wysłany na front wschodni, nigdy nie powrócił do domu; rodzina otrzymała lakoniczną informację o jego śmierci, a powojenne poszukiwania przez Polski Czerwony Krzyż nie odniosły skutku. W obliczu zbliżającego się do Pruchnej frontu, rodzina Krypczyków udała się na ewakuację do sąsiedniego Hażlacha, gdzie przebywała 6 tygodni. Po powrocie do Pruchnej, okazało się, że domostwo jest doszczętnie zniszczone i spalone. Matkę, babcię i sześcioro dzieci przygarnęli sąsiedzi. Po wojnie Marta ukończyła siódmą klasę szkoły polskiej, nie kontynuowała jednak nauki, ze względu na liczne obowiązki domowe. 7 kwietnia 1951 roku, dwudziestoletnia Marta wyszła za mąż za pochodzącego z tej samej wsi, Erwina Heczkę. Po ślubie małżonkowie wyjechali do pobliskiego Skoczowa, gdzie pan Erwin pracował jako kierowca: najpierw w PSS-ie, a następnie w odlewni żeliwa. Tam też urodziło się pięcioro z sześciorga ich dzieci: Gustaw, Marian, Henryk, Edward i Krystyna. Po 11 latach Erwin i Marta zdecydowali się na powrót do Pruchnej i budowę domu na ojcowiźnie pani Marty. W Pruchnej przyszło na świat najmłodsze dziecko państwa Heczko  - córka Bogusława. Mąż nadal pracował jako kierowca, przez ostatnie kilkanaście lat w PKS-ie. Po ciężkiej chorobie zmarł w 2006 roku. Pani Marta, która doczekała się 8 wnucząt i 8 prawnucząt, nadal mieszka w domu w Pruchnej.