Elżbieta Kasprzak (Szoma)

* 1980

  • „Tutaj pracowałam jako asystentka romska, dużo, powiem szczerze, bo ja uwielbiam chyba pracę z dziećmi powiem szczerze i zaczęłam się do różnych programów zgłaszać. Z Roksaną jeździłam na takie wycieczki. Był taki program, że dzieci zachęcaliśmy do nauki, w zamian za to że jeżeli dziecko się uczy to dostaje w nagrodę taką wycieczkę. I my byłyśmy w takim programie właśnie często, dzieci bardzo się cieszyły.(...) Później zapisałam się na świetlice romskie różne. Byłam tutaj na Trójkącie, jest taka świetlica, zapomniałam jak ona się nazywa... koło Kniaziewicza, naprzeciwko MOPSu, taka świetlica też tam była... Integracyjna tak jakby. I też tam były dzieci i romskie ale nie tylko. Powiem szczerze, że tam romskie były spokojniejsze niż polskie, bo naprawdę to były już dzieci nadpobudliwe... no ale to z domu, z domu. Później jak poznałam ich historię to mi już szkoda ich było (…) Pracowałam 2 lata [jako asystentka w szkole], ja pomagałam dzieciom romskim też zrozumieć, te zadania, wytłumaczyć. Też uczyłam czytać, pisać, bo niektóre dziewczynki, ciężko im było czytać. To je brałam na takie zajęcia pomocne, takie właśnie pisownia, ten. One tak jakby ten od początku uczyły się czytać. Bo one od urodzenia w domu, ich podstawowym językiem był romski. Teraz to już rodzice wiedzą, że dziecko musi coś umieć bo nie dogada się w ogóle w szkole. Tutaj jest po prostu taka rodzina że ani mama nie chodziła do szkoły ani babcia, także ciężko było ich przekonać. Ale ona była taka, że ona się cieszyła, że przychodziłam brałam dzieci, pomagałam. W czasie lekcji, ale po lekcjach ona do mnie wydzwaniała jakieś podanie napisać czy co. Bo ona ani pisać ani czytać. No ja tak chętnie chodziłam i jej pomagałam, nawet poza swoimi godzinami. Powiem szczerze... Bo ja nie tylko, że romskie, ja uważam, że dzieci wszystkie bez względu jakie to jest pochodzienie... a teraz i dzieci z Ukrainy czy innych państw przyjeżdżają, tutaj jest taka jedna Ukrainka, dziewczynka. Także, mówie, ale no dobrze miałam kontakt z dziećmi. Szkoda po prostu, że opuściłam to... Ale to nie, opuściłam tą szkołę, nie przez dzieci. Po prostu już musiałam, taki był mój wybór. Też i zarobki, i chciałam czegoś innego. Oni też nie mogli tak na moich zasadach być no i dlatego też tak opuściłam... no... Teraz jest tam inna, prezesa córka, Mania. Tęsknie bo ja nie tylko, że z nimi pracowałam. Ja tak byłam z nimi, tak jak z rodziną. „Ciociaaa” przez pół szkoły wołali do mnie...”

  • „Była tutaj kiedyś jedna Romka, która wywróżyłaby Pani wszystko prawie. Jejciu. To była taka, że naprawdę, ona wszystko mi wywróżyła. Ona mi wywróżyłam moją przyszłość i ona mi z góry powiedziałą, żebym nie była z nim. Ona nie wiedziała, który to, ale mówiła „będziesz płakać...” i ten. Ja się z tego śmiałam. I mówiłam, ja miałam z 12 czy 13 lat, „Dooobra, ciotka!” a ona „Ale daj mi chociaż groszówkę albo coś tam to się może jeszcze odmieni” (…) Trzeba zapłacić, bo jak się nie zapłaci to może być jeszcze gorzej. Karta się może jeszcze odmienić. I tak ja mówię, „Boże kochany!” i tak sobie pomyślałam, jeszcze kiedyś, teraz mówię „Boże kochany, czemu ja jej nie słuchałam? Ona mi wszystko mówiła, ja byłam w szoku, bo ja... zawsze mi się zdawało, mówię sobie tak o „a słuchajcie, ciotka sobie tak wymyśliła, bo ona mnie zna. Tak sobie pomyślała, że może będę z tym a z tym. Nie nie nie, ja pojadę do mojej kuzynki, (…) ona tutaj nie miała kontakt, mówię, ona jej nie zna to przyjadę z nią, zobaczymy”. Pojechałam po nią, przyjechałyśmy. No ja jej mówiłam, żeby kupiła kawę czy papierosy jej, co nie, żeby w zamian, zawsze coś tam kupiła. Ja mówię „No ciocia, przyszłam z kuzynką, wywróż jej. Ty ją mało co widzisz, bo ona tak tutaj przyjeżdża czasami do babci tylko”. Ja z góry wiedziałam, że ona nic jej nie powie, bo przecież jej nie zna. Powiedziała jej wszystko. Powiedziała, bo ona chodziła z jakimś tam polakiem i mieli już ślub wziąć, a ona mówi „Ty z nim nie będziesz”. No ale oni mieli już mieli mieć ślub,już wszystko było. Ale ona mówie „ Ty z nim nie będziesz. Będziesz z innym. Będziesz miała bliźniaki” No zaczęła się śmiać z tego i mówi „to jest chyba niemożliwe!”. Wszystko jej powiedziała... „Ona jak coś powie to takie gupoty, Ty mnie to takiej wróżki dałaś!”. No i później tak się spełniło... Ona miała bliźniaki a z nim się rozeszła. Jest z innym, i jak ona [wróżka] powiedziała „Będzie miał ciemną karnację, on nie będzie naszego pochodzienia polskiego”. Ona mówi „Tak! Zobacz co ona wymyśla, co z głupoty”, mówi, „Bliźniaki?! Dziewczyno ja przecież mówiłam Ci, że ja nie chce dzieci!”. I się spełniło. Ona później jak zaszła w ciąże, i koło niej była z kolei taka Cyganka, która nie wróżyła ani z rąk ani z kart, tylko patrzyła się w oczy. Jezu! To była taka, że normalnie jak ona się na mnie patrzyła to mi się wydawało, że ona mnie całą prześwietliła. Któregoś dnia idziemy i ona się popatrzyła i mówi „Ty już jesteś w ciąży, pierwszą będziesz miała córkę” a ona w ogóle nie wiedziała że jest w ciąży! Wszystko prawda. Jak ona sobie mówi, jak urodziła te bliźniaczki, i później sobie usiadła i ja do niej mówię „Ty pamiętasz, jak ta na Brochowie Ci wywróżyła?”, ona „Nawet mi nie mów! Gdybym ja wiedziała, że to prawda jest!”. Także, ale niektóre faktycznie. One mają to w sobie, tak jak ona czy ta co się patrzy w oczy – ale ona po prostu nawet mówiła czy jesteś chora i jeszcze mówiła na co chora! Poszła do niej moja ciotka to wszystko jej powiedziała, że ma problemy właśnie wrzodowe, wszystko. Boże kochany! Strach iść do niej bo jeszcze coś ci powie! (…) Mi się wydaję, że po prostu urodziła się z takim darem.”

  • „Mam nazwisko Kasprzyk, tak naprawdę jestem z rodziny Szoma. (...)Bo miałam tak, jak dzwoniłam „dzień dobry, w sprawię pracy” „Yhmm” i tak ten, a później „dane proszę podać”, „Elżbieta Szoma”, „Dobrze to my zadzwonimy”. Mówię „Telefonu Pani nie podałam!” „Dobrze, my zadzwonimy”. Często było tak, jak przychodziłam „Szoma” „A to dziękujemy”, „A my się odezwiemy”. Często, nie wiem dlaczego. Z góry, od razu, bo Szoma. Poszłam, musiałam iść po prostu, i dla mnie była to taka głupota, bo na przykład przez telefon, no przez telefon... przez to że Szoma?... No... To już zmieniłam sobie i córce na Kasprzak. Te nazwisko było panieńskie mojej kuzynki. Tak mi się spodobało. I tak, Kasprzak. Kiedyś Kasprzaki to były! To były kiedyś odtwarzacze bardzo słynne. Kasprzak to było takie już, no nazwisko, takie lepsze!”

  • Full recordings
  • 1

    Wrocław, 08.07.2017

    (audio)
    duration: 01:14:23
Full recordings are available only for logged users.

„Wymykałam się, żeby pograć w piłkę. Babcia „Ty mi wstydu nie rób, no kto to widział w piłkę!” (...) To są rzeczy, których dziewczyna nie powinna robić, przecież to chłopak robi. (...)Tak samo jej się wydawało, że jak już miałam męża to powinnam cały czas spódnicę nosić. A ja mimo to noszę spodnie. Ona chyba by mnie teraz przechrzciła!”

Elżbieta Kasprzak (Szoma)
Elżbieta Kasprzak (Szoma)
photo: Zrobione w dniu wywiadu

Elżbieta Kasprzak, z domu Szoma urodziła się 19 stycznia 1980 roku we Wrocławiu jest w 1/4 Romką. Jej matka wyrzekła się jej, ojciec zmarł. Wychowywała się u babki i dziadka od strony ojca, dziadek był Romem pochodzącym z Romów Galicyjskich. Babka poznała dziadka jeszcze przed wojną, oboje mieszkali w okolicach Bieszczadów. Zostali przesiedleni do Wrocławia. Babka wchłonęła tradycję Romską i strała się wychowywać Elżbietę zarówno w tradycji Romskiej jak i Polskiej. Początkowo mieszkali na ul. Komuny Paryskiej we Wrocławiu. Gdy Elżbieta miała 12 lat przeprowadzili się na Brochów by być bliżej rodziny dziadka. Zostali przyjęci przez tamtejszych Romów, Elżbieta nauczyła się języka romani jednak nie używa go. Elżbieta skończyła podstawówkę na Brochowie, najbardziej lubiła matematykę i w-f. Kontynuowała naukę w liceum ekonomicznym. Po maturze rozpoczęła studium grafiki komputerowej. W tym czasie była też w związku z Gracjanem Paczkowskim pochodzącym z tradycyjnej rodziny Romskiej. Kiedy zaszła w ciążę Gracjan stawił jej ultimatum szkoła albo związek. Po porzuceniu studium wyjeżdżają razem do Szkocji do pracy. Rodzi się tam ich córka Chanell. Z powodu różnic w przestrzeganiu romskiej tradycji rozstali się. Gracjan chciał bardziej posłusznej i tradycyjnej żony. Elżbieta wróciła do Wrocławia do babci. Babcia wkrótce potem umiera i Elżbieta zostaje samotną matką. Zmienia sobie i córce nazwisko na Kasprzak, ponieważ z romskim nazwiskiem Szoma ma problem ze znalezieniem pracy. Podejmuje się pracy w szpitalu mimo zakazu w prawie romskim. Rezygnuje z niej, ponieważ nie jest to dobrze widziane w społeczności romskiej. Robi kurs opiekuna kolonijnego i rozpoczyna pracę w świetlicy integracyjnej dla dzieci romskich a następnie zostaje asystentką romską w szkole podstawowej na Brochowie. Następnie pracuje w świetlicy romskiej na Brochowie. Obecnie pracuje w restauracji orientalnej jako kelnerka i w hotelu jako recepcjonistka. Nie utrzymuje kontaktu z Gracjanem, jednak jego rodzice pomagają w wychowaniu Chanell. Nadal mieszka na Brochowie w mieszkaniu po dziadkach z 12-letnią córką. Przez większość życia żyje wśród Romów i stara się żyć w tradycji romskiej, ale trudno jej określić czy jest bardziej Polką czy Romką.