Bożena Paczkowska (Siwak)

* 1962

  • My jesteśmy katolicy, tak? No też są z innej wiary Romowie, bo są takie np. Światki Jehowy, to oni nie obchodzą święta, tak. Ale np. my mamy, no może mamy praktycznie trochę inne święta. Bo my mamy bardzo wesoło, jest. No i tak, że wie Pani, spotykamy się nie np. tak jak ja i moja rodzina, moje dzieci, moje wnuki, tylko ogółem – cała rodzina. To np. jak się zbieramy na święta to jest np. 100 osób! Albo ponad 100 osób. (…) Jak my robimy tutaj święta, bo jak jeszcze nie było tutaj tej sali to robiliśmy np. w domu święta. To wyglądały np. Boże narodzienie. To wyglądało np. pierwszy dzień świąt to u nas bardzo ważna jest Wigilia, tak? I to nie jest tak, że np., to też już dużo , nasze mamy, naszej mamy siostry to wszyscy pomarli, i tera nasze pokolenie. Oni tak nas wprowadzili w tą tradycje, i ta tradycja tak została. No i teraz my też chcemy nasze dzieci nauczyć, że ta tradycja ma dalej iść. To wyglądało tak, zanim tu jeszcze nie było, to wyglądały święta tak, że np. najpierw, jak jeszcze mamy nasze żyli, to najpierw było tak, że najstarsza siostra, wszystkie się zbierali na Wigilię do niej. Z dziećmi, z wnukami, z prawnukami, wszyscy się spotykali w jednym mieszkaniu. I np. było tak, że każdy zastawiał stoły, tak, no i tam się opłatkiem dzielili, no i posiedzieli, nie wiem, z godzinkę, dwie. Później szli, zabierali wszystkie gości, szli do drugiej siostry. I także, wie Pani, ile było tych sióstr czy braci to wszystkich się obeszło, to to schodziło aż do rana. No i później np. drugi dzień – Pierwszy Dzień świąt znów się prosili. I to tak, że przez całe święta. Tera jak mamy to [Centrum na Brochowie], to zbieramy się, bo jest gdzie. To już się nie zapraszamy, tylko przychodzimy tu, jest więcej miejsca. I np. każdy przynosi, według swojego uznania: jedzenie, wiadomo wódkę, picie, wszystko. I tutaj wiadomo, mamy stoły, wszystko układamy no i do rana się bawimy! (…) [ Święto zmarłych] u nas troszeczkę inaczej. Bardzo robimy te przygotowania, takie na cmentarzu. No to wiadomo tam, że się idzie, sprząta, robi wszystko. Bo my nie mamy, wie Pani, tych bogatych domków jak mają np. tutaj na Osobowicach, tak? Była Pani kiedyś tam? No, to oni mają tam troszeczkę inną pracą. No ale już, wie Pani, tak się staramy to wszystko tak tydzień przed, nie tylko, że się tam w jeden dzień. Żyjemy z tym, bo to jest dzień zmarłych. Tam są rodzice, tam np. jednen mój brat, drugi brat, ojciec. Tam ciotka, tam kuzyn, także bardzo dużo pozmarło, tych starych Cyganów to już tutaj tylko chyba może z dwie zostały takie starsze i jeden Cygan. Tak wszystko już pomarło. No i też dużo młodych pomarło. I z tym tak żyjemy, z tym świętem, że to jest Dzień Zaduszny, tak? No i później, wszystko rano, bo Romowie bardzo lubią nie tak symbolicznie,jakaś tam świeczka i jakiś kwiatuszek, nie! Bardzo dużo! To tak, wie Pani, aż do przesady. (…) U nas tak musi być bardzo, bardzo bogato. No i siedzimy przy tych grobach, każdy przy swoim grobie, tak. Ale jeszcze symbolicznie, tak żeby to było święto... nie tylko, wie Pani, takie smutne, no to np. z jednej strony (…) kobiety się zbierają a tam mężczyźni się zbierają. No i biorą wódką i tak, nie, że tam widzieli, ale troszkę słychać, tak? No to wiadomo. Później przychodzi ksiądz na mszę to jest cisza! No i siedzimy do późnego wieczora. Póki się już ciemno nie zrobi. To jest ich dzień. Ale później jak już wracamy ze cmentarza, no to się zbieramy, no i wtedy jest uczta! Troszeczkę... to nie jest tak w smak, bo tam, że się wypije, bo przecież Polacy też piją, nie oszukujmy się, tak, no bo tam obiad, czy tam się napiją, no to wiadomo, to nie jest nic takiego złego. Ale u nas później już śpiewamy, tańczymy – bawimy się. Ale nie dlatego, że.... to jest taka dla nich cześć, że się o nich pamięta, tak? I nie jest na smutno, ale na wesoło. Zaduszki tak u nas wyglądają.”

  • „Ostatnio miałam taki przypadek w sklepie. Pan Starszy,co w ogóle... Myślałam, że mi to... wie Pani, że dostanę zawał, tak mnie zdenerwował. Tak mnie zdenerwował facet starszy. Była, wie Pani, kolejka w Kauflandzie, poszłam po zakupy. No i wie Pani, miałam dużo, bo my nie lubimy tak skromnie, no zależy, ale staramy się, żeby święta tak już, naprawdę, wie Pani, żeby było, żeby nie zabrakło niczego. Miałam całą ladę, a on do mnie tak brzydko... „Co ty tutaj?! Do Rumunii!”. Wie Pani, zaczął, tak... wyzywać, no nie chcę mówić, jak brzydko, strasznie. Ja najpierw mówię: „Proszę Pana, ja stoję w kolejcę, o co Panu chodzi?”. A mąż był w drugiej, nie?, bo były kolejki, i mówię: „Słuchaj albo tu szybciej albo tu”. Co to, to jest jakieś przestępstwo? No. A on do mnie, wie Pani... brzydko, nie... Wie Pani co, ja do niego „Wie Pan co, szkoda, że Pan jest stary. Jak się Pan zachowuje? Chce Pan, zaraz wezwę policję. Czy ja coś Panu zrobiłam?”. On do mnie „Wypierdalaj!” i zaczął tam, wie Pani, wyzywać. No to już myślałam, że mnie szlag trafi! Gdyby mąż nie przyszedł, to ja nie wiem co bym mu zrobiła! Jak on widział, że mąż doszedł, tak się uspokoił. Ale wie Pani co, ani ekspedientka ani jeden Polak, chociaż żeby powiedział słowo... Nikt w mojej obronie się nie stawił. No jak tak można? Ludzi traktować? To straszne! No jak można? Gdybym ja się przed niego, jakoś wepchnęła, no to by miał jakąś tam rację, bo czego pani się wpycha czy co. Ale ja poszłam do swojej kolejki, za swoje pieniądze! Czy ja mu coś ukradłam? Coś mu zrobiłam? Ubrudziłam? No nie! I ta Pani w sklepie, widziała i nawet słowem się nie odezwała. „Nie ma rasizmu” - jest, jeszcze jaki...”

  • „(…) takie życie było, że my więcej na walizkach. Bo to trasy mieliśmy, naprawdę bardzo dużo koncertów. Bo później, wie Pani, jak byliśmy w Terno, to się, wie Pani, zmieniały zespoły. To nie było, tak, że to w jednym zespole. Później założyła, przyjechała do nas taka pani, tera w tym roku zmarła, ona była z Sobótki. Jej syn jest Polak i on grał na klarnecie, i ona bardzo chciała później założyć romski zespół. Założyła. Ale ona ze względu na swojego syna, bo bardzo kochał tą muzykę romską. I ona założyła najpierw tutaj we Wrocławiu w Impracie ten zespół. No i tak, że później troszeczkę byliśmy tu, we Wrocławiu, ale później, bo to był ten stary zespół, kiedyś to co był ROMA się nazywał i on był w Poznaniu, i tak że my przyszliśmy do tej Estrady Poznańskiej, byliśmy w ROMIE. (…) [Mąż] gra na gitarze i tańczy. No i później, tak że my też tam później bardzo bardzo, tam byliśmy, praktycznie tam długo byliśmy w tym zespole, tam się wychował mój syn. Z nami jeździły dzieci, to ten najstarszy jeżdził z niam, bo jeszcze miałam tylko jego. Później się córka pojawiła, no ale córka nie zabardzo... Ona jak widziała, że ja strój ubieram to dostawała jakiś szok! Malutka była, miała niecałe dwa latka. No to później to dla mnie był problem, bo ona strasznie płakała, no to ona zostawała z mamą, to tego starszego brałam. Później byliśmy, sporo lat... Później w osiemdziesiątym ósmym, pojechaliśmy najpierw do Włoch, do filmu nagrywać. To był ten film... „Wiosenne Wody” z Nastassją Kinską, i jeszcze taki aktor z tego, z Ameryki... Haktor? Jakoś tam się nazywał. No to graliśmy, też taka fajna była scena. Bo to taki niby tabor, tam oni do tego taboru przyjechali. Tam byliśmy chyba z tydzień. Przyjechaliśmy sobie z Włoch, pojechaliśmy do Nowego Jorku. Na tournée, na cały miesiąc. Później pojechaliśmy, ten film jakąś nagrodę wziął, to nas zaprosili, to była taka niespodzianka dla tych aktorów. Oni nie wiedzieli. Wyjechaliśmy do Francji do Cannes. I tam mieliśmy dla nich, specjalnie, bo to była taka kolacja tam zapalnowana, i to dla nich była niespodzianka. Bo my z nimi graliśmy w tym filmnie i oni zaproponowali nam, że zrobimy taką niespodziankę dla tych aktorów. To było tak fajnie, naprawdę, też tam byliśmy chyba z tydzień. I jak oni tą kolację zjedli, oni taką scenę tam zrobili i tam nie było widać, że tam jest scena bo tam światła się nie paliły. I my, wie Pani, tak po ciemku, żeby oni nas nie widzieli, weszliśmy. Jak oni wzięli tą kolację i to cała była ta atrakcja, że zespół się znalazł znów ten sam. Oni takie były zadowolone! I to tak, wie Pani, wogóle te przeżycia, to wszystko, to było takie wspaniałe, nie? No.”

  • Full recordings
  • 1

    Wrocław, 07.07.2017

    (audio)
    duration: 02:05:59
Full recordings are available only for logged users.

Jak ja umrę (…) to macie od domu aż na cmentarz, a to kawałek, macie grać. Ja nie chcę, żebyście trzymali żałobę, bo ja całe życie muzykowałam i śpiewałam

20132732_1783243665249616_347553064_o.jpg (historic)
Bożena Paczkowska (Siwak)
photo: archiwum domowe państwa Paczkowskich

Bożena Siwak urodziła się 27 lutego 1962 roku we Wrocławiu w rodzinie należącej do Bergitka Roma. Jej rodzice przed II wojną światową mieszkali w okolicach Jasła, gdzie mieli gospodarstwo rolne. Miała 3 braci i siostrę, jeden brat umarł młodo w wieku 25 lat na nerki. Uczęszczała do szkoły podstawowej na wrocławskim Brochowie, którą ukończyła mimo niechęci do nauki. Bożena od zawsze kochała cygańską muzykę, w wieku ośmiu lat śpiewała w amatorskim zespole muzycznym. Już w 1977 roku zostaje zatrudniona w zawodowym zespole muzycznym założonym przez managera z Lublina. Na koncerty jeździ pod opieką brata. W latach 80 należy do słynnego zespołu Terno, gdzie śpiewa i tańczy. Tam poznaje Tadeusza Paczkowskiego z Włocławka należącego do Polskiej Romy, który zostaje jej mężem po wspólnej ucieczce z trasy koncertowej. Doczekali się trójki dzieci, wszystkie mają talenty muzyczne. Najmłodszy syn Gracjan gra razem z nimi do dziś. W latach 80 należą oboje do zespołu przy Imparcie, który wkrótce przejmuje schedę po słynnym zespole ROMA przy Estradzie Poznańskiej. Wiele lat mieszkają „na walizkach” i są w ciągłej trasie koncertowej po Europie a nawet Kanadzie i USA. Bożena wraz z zespołem bierze udział w filmie „Wiosenne Wody” oraz jest na Festiwalu w Cannes, gdzie film ten był nominowany do Złotej Palmy. Bierze udział w produkcji kilku innych filmów oraz licznych programów telewizyjnych realizowanych przez TVP. Po zmianie ustroju politycznego i rozpadzie zespołu sytuacja zarobkowa pogarsza się. Państwo Paczkowscy dalej muzykują i wyjeżdżają za granicę by się utrzymać. Na początku XXI wieku zarzucają karierę muzyczną i skupiają się na społeczności Romskiej na wrocławskim Brochowie. Wraz z Józefem Mastejem zakładają stowarzyszenie Romani Bacht, w ramach którego organizują zajęcia edukacyjne i artystyczne dla dzieci, budują Centrum Romskie ze świetlicą dla dzieci, komputerami, siłownią, salą na rodzinne uroczystości i studiem nagrań. Wszystko to jest możliwe dzięki Funduszom Europejskim, wsparciu miasta i wielkiej pracy własnej. Przez 5 lat Bożena prowadzi dziecięcy zespół muzyczny „Terne Romani Bacht” przy Fundacji Integracji Społecznej PROM we Wrocławiu. Obecnie prowadzi dziecięcy zespół muzyczny przy szkole podstawowej na Brochowie oraz zajęcia artystyczne i muzyczne w świetlicy w Stowarzyszeniu Romani Bacht. Kocha muzykę oraz kwiaty, zrobiła kurs florystyczny. Nieprzepada za gotowaniem, uważa, że jej mąż ma większy talent, ale ponoć robi słynne pierogi na które zjeżdża się rodzina z całej Europy. Ma 9 wnucząt. Bardzo ważne jest dla niej stanie na straży romskiej tradycji i przekazywanie jej młodszym pokoleniom.